Pocztówka od wuja Matta z podróży 60: Multi-kulti


Kłujące w oczy konserwatywnych polskich katolików, głównie sympatyzujących z PiSdobolszewią i Końpederastią, multi-kulti niesie ze sobą wiele społczenych wyzwań. Jednak zdecydowanie ma również dobre strony. 

Wczoraj udaliśmy się z Bożenką do restauracji tajskiej. W związku z wielokulturowością Niemiec, cała obłsuga to Tajki i Tajowie. I bardzo dobrze. Bo zyskuje na tym kuchnia, chociaż czasem myślę, że sobotni wieczór to jednak nie jest najlepszy dzień na kulinarną podróż do Azji przy użyciu Schwebebahn - restauracja jest wtedy pełna klientów. 

Jak za każdym razem, a muszę przyznać, że Thai Lake to jedno z naszych ulubionych miejsc na kulinarnej maapie miasta, jedzenie było przepyszne, może z wyjątkiem małego kalmara, ale to po prostu chyba nie mój smak. W każdym razie oderwałem się od wyborów, polityki, pracy i spędziłem wieczór w towarzystwie Mojej Kochanej Bożenki, bo zarówno przed, jak i po wizycie w restauracji, trochę spacerowaliśmy.

Nie będe rozpisywał się o smaku i jakości potraw, bo nie jestem krytykiem kulinarnym. Po prostu napiszę, że polecam Thai Lake i tyle. Niech jednak Thai Lake będzie przyczynkiem do poruszenia tematu z tytułu posta.

Niemcy w ostatnich latach stały się celem migracji i wielu z tych migrantów z różnych stron świata tutaj dzisiaj mieszka. Są moimi, również migranta, sąsiadami, kolegami z pracy, czy ludźmi, od których coś kupuję. Nie chcę idealizować tego stanu rzeczy, bo bywa to także irytujące - ja nie mówię zbyt dobrze po niemiecku, bywa więc, że nie rozumiem też innych przybyszy, którzy również nie mówią w języku Gothego biegle. Są też tacy imigranci, trzeba z ręką na sercu przyznać, że nie tylko ci, których Końpederaści nazywają "nachodźcami", a prezes PiSdobolszewii mówi, że są "obcy kulturowo, ale również Europejczycy, którzy tutaj osiedli, a nawet lokalni aborygeni (nazywam tak, ironicznie, ludność miejscową, stąd też pisownia małą literą, żeby niemieckich aborygenów odróżnić od rdzennej ludności Australii), którzy żyją na koszt podatników, nie będąc politykami, policjantami, żołnierzami czy pracownikami ochrony zdrowia, znaczy paożytują na zasiłkach. Bywa też, że powodują różne incydenty o charakterze przemocowym. Czy jednak oznacza to, że mielibyśmy ich wyrzucić? 

W zasadzie Europa chyba od czasów Imperium Romanum w pewnym sensie była multikulturowa. Owszem, nieco zostało to zniwelowane przez politykę agresywnej chrystianizacji we wczesnym średniowieczu. Przecież inną kulturę tworzyli Celtowie, inną ludy germańskie, a jeszcze inną Skandynawowie. Słowianie również byli odmienni. Jasne, że prowadzili między sobą wojny, ale nie były to wojny na totalne wyniszczenie przeciwnika. Po prostu walczyli o przetrwanie, o przestrzeń życiową, o dobra materialne. Normalna sprawa w historii ludzkości. I chyba nawet federalizacja Unii Europejskiej nie spowoduje, że nagle wszyscy będziemy tacy sami. Przecież nawet Stany Zjednoczone nie są homogeniczne - w Nowym Jorku mieszkają ludzie bardziej podobni do Europejczyków, w Alabamie dominują republikańscy kolesie o czerwonych karkach (red neck) i przekonaniach gdzieś pomiędzy przeciętnym mieszkańcem Białego stoku, a przeciętnym zwolennikiem Putina w Rosji czy AfD w Niemczech. A mimo to cały kraj stanowi potęgę. Czyli można, nie? No dobra, w Stanach Zjednoczonych nie ma Polski ;). 

Pewnie dzisiejszy post nie spotka się z takim zainteresowaniem, jak posty zaangażowane w samorządową kampanię wyborczą w Kwidzynie. Jednak nie żyję samą polityką, szczególnie tą lokalną, bo jednak nie mieszkam w Kwidzynie. Poparłem jednego z dwóch kandydatów na stanowisko Burmistrza i tego poglądu nie zmieniam. Szczerze mówiąc jednak jestem zniesmaczony stylem kampanii. Nie, nie Burmistrza. Ona nie była porywająca, ale chyba z reguły jest tak, że kampanie merytoryczne, prowadzone przez ludzi doświadczonych, stabilnych emocjonalnie i samodzielnie myślących, są spokojne i mało porywające. Fajerwerki zwykle odpalają pretendenci do różnych stanowisk, którzy nie mają pomysłów, planów, i w ogólne nic mądrego do powiedzenia. Oni zwykle używają populizmu, hejtu, trollingu w Internecie. Bo to przyciąga uwagę i wywołuje emocje.

Jestem jednak zniesmaczony, chociaż nie tak bardzo zaskoczony, że pewien zamiatacz parkingów sterowany przez pewnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, ucieka się do metod, jakie niejaki Dariusz Matecki, a raczej SZMATECKI, stosował wobec pewnej niewygodnej dla jego śwodowiska posłanki ówczesnej opozycji... Wtedy doszło do tragedii - samobójstwa młodego człowieka. Miejmy nadzieję, że niespełniony Chuck Norris z kwidzyńskiej Straży Miejskiej takiego "sukcesu" nie odniesie, bo nie wiem, czy dwupartyjny kandydat deklarujący bezpartyjność uniósłby taką odpowiedzialność. Chociaż krążą różne opowieści o tym, co potrafi znieść ten człowiek w imię własnej "kariery"...

Dość poważnie rozważam wysłanie ostatniej "Pocztówki" po ogłoszeniu wyników wyborów. Statystyki są nieubłagane - postów nie związanych z polityką prawie nikt nie czyta, czyli można to uznać za "pisanie na Berdyczów". 

Pozdrawiam i do poczytania po ogłoszeniu wyników dzisiejszego głosowania. 

Wuj Matt


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pocztówka od Wuja Matta z podróży 78: Allahu Akbar!

Pocztówka od wuja Matta z podróży 56: Lupa wciąż w dupie, Ewa z czyrakami...

Pocztówka od wuja Matta z podróży 77: Wuj Matt turysta