Pocztówka od wuja Matta z podróży 77: Wuj Matt turysta

Już tydzień zabieram się za napisanie relacji z urodzinowego wyjazdu do Andernach i nad Laacher See.

W poprzedni Piątek, 26. lipca, wyjechaliśmy z Bożenką z miasta. Naszym celem było miasto Andernach, gdzie zarezerwowałem hotel „Boutique-Hotel Stilvoll” przy Markt 12, w samym sercu starego miasta.



Już przemieszczając się na południe, w górę Renu, zauważyliśmy zmianę krajobrazu na bardziej górski, a widoki za szybami samochodu były coraz ciekawsze.

Po około dwóch godzinach dotarliśmy do celu. Nasz niewielki hotelik okazał się uroczą kamieniczką w rogu rynku. Kiedy się zameldowaliśmy, udaliśmy się na poszukiwania polecanej przez hotel restauracji „Weinhaus Merowingerhof”. Sądząc po zabudowie, dzisiejsza restauracja znajduje się w dawnej gospodzie. Nie oszałamia ani architekturą, ani wystrojem. Zresztą jako osoby palące papierosy, zajęliśmy stolik w oficynie.

Ja zamówiłem jagnięcinę w tomacie z pieczonymi młodymi kartofelkami oraz kawę i lody truflowe z likierem jajecznym i bitą śmietaną, a Bożenka – sałatę z krewetkami, bo Bożenka uwielbia krewetki, oraz kawę latte i lody, których smaku nie pomnę, ale podejrzewam, że... pistacjowe.







Jedzenie, zarówno dania główne jak i desery okazały się cudowne – Bożenka była zachwycona swoją sałatą, a ja przyznaję, że ostatnio tak dobrze przyrządzoną jagnięcinę jadłem chyba w Irlandii w 2007. albo 2008. roku.

Po wspaniałym, obfitym posiłku, poszliśmy na długi spacer wąskimi uliczkami, potem promenadą nad Renem i z powrotem do hotelu.





























Miasto, a na pewno jego starsza część, z zachowanymi kamieniczkami, wąskimi uliczkami i pozostałościami murów i fortyfikacji obronnych, zachwyca i warte jest odwiedzenia.

W Sobotę, 27. lipca, kontynuowaliśmy zwiedzanie, jednak pogoda niekoniecznie nam sprzyjała.

W Niedzielę, 28 lipca, w dniu naszego wyjazdu do domu, pogoda się poprawiła. Dzięki temu, zgodnie z naszym wcześniejszym planem, mogliśmy pojechać nad jezioro Laacher See w kalderze uśpionego wulkanu. Dlatego też droga do domu nie była najkrótsza i najprostsza, ale na pewno ciekawa.

Tu zwiedzaliśmy, między innymi, Opactwo Benedyktyńskie Maria Laach...






Kiedyś pewien osobnik z mojego rodzinnego miasta wykrztusił z siebie myśl, że w Niemczech są tylko autostrady. Niestety dla niego, są tutaj nie tylko autostrady, ale trudno zwiedzać, czy rozkoszować się kuchnią, kiedy nie masz portfela, Buła.

Wuj Matt, 4/08/2024






























Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pocztówka od Wuja Matta z podróży 78: Allahu Akbar!

Pocztówka od wuja Matta z podróży 56: Lupa wciąż w dupie, Ewa z czyrakami...