Polska z odległości - o patoprawicy i nieudolnie budowanej dyktaturze. Ale nie tylko...
Jak zapewne wielu czytających (wśród tych niewielu, którzy mnie czytają) zorientowało się, że mam szczęście nie mieszkać już w Polsce. Jednak wciąż bacznie nasz kraj obserwuję. Celowo nie nazywam Polski moją ojczyzną, żeby nie narażać się na komentarze patoprwicowych trolli, bo po pierwsze patriotyzm nie polega na głosowaniu na PiS i byciu "mocarstfem" wobec grupki słabych uchodźców na granicy z Białorusią, a po drugie razi mnie poziom intelektualny komentarzy wyznawców nowej państwowej religii - patoPiSlamu - intelektualne szambo połączone z totalną "suwerennością wobec zasad polskiej gramatyki i ortografii". Jakoś, pomimo, iż według tych najprawdziwszych Polaków jestem Volksdeutschem, razi mnie niechlujny stosunek do ojczystej mowy. Od pewnego czasu obserwuję Polskę z pewnej odległości. I widzę, że pewien sfrustrowany człowieczek, który owładnięty jest manią wielkości i nieposkromioną żądzą władzy, próbuje usilnie wprowadzić w życie stare hasło komunistów z Pols...