Pocztówka od Wuja Matta z podróży. Część 6: Polacy za granicą
Dobry wieczór, Znów dość długo nie pisałem. W sumie nie bardzo było o czym, po tym, jak skomentowałem standardy społeczności pewnego portalu społecznościowego. Ale jednak się zbiera w głowie, bo każdy dzień przynosi coś nowego, wartego komentarza. Uprzedzam, to nie będzie ani laurka dla Polaków ani lekki i poprawny politycznie komentarz... Od mniej więcej połowy, czy jakoś tak, marca pracuję przez agencję pracy tymczasowej, w języku niemieckich Aborygenów zwanej "Zeitfirma". Wożą mnie codziennie do odległego o około 30 kilometrów miasteczka do magazynu, gdzie zajmuję się komisjonowaniem. I to nie jest skomplikowane. Są dwie zmiany, od 5:30 am do 1:45 pm, albo od 2:15 pm do 10:30 pm. Plus czasem nadgodziny - 4:30 am - 5:30 am, kiedy zmiana jest poranna, albo 2:15 pm - 11:30 pm, kiedy praca zaczyna się po obiedzie. Nic wielkiego i skomplikowanego. Sama praca nie jest ani skomplikowana, ani nawet szczególnie męcząca. Nawet ją polubiłem, podobnie, jak większość kolegów z pracy....