Pocztówka od Wuja Matta z podróży. Część 6: Polacy za granicą
Dobry wieczór,
Znów dość długo nie pisałem. W sumie nie bardzo było o czym, po tym, jak skomentowałem standardy społeczności pewnego portalu społecznościowego. Ale jednak się zbiera w głowie, bo każdy dzień przynosi coś nowego, wartego komentarza. Uprzedzam, to nie będzie ani laurka dla Polaków ani lekki i poprawny politycznie komentarz...
Od mniej więcej połowy, czy jakoś tak, marca pracuję przez agencję pracy tymczasowej, w języku niemieckich Aborygenów zwanej "Zeitfirma". Wożą mnie codziennie do odległego o około 30 kilometrów miasteczka do magazynu, gdzie zajmuję się komisjonowaniem. I to nie jest skomplikowane. Są dwie zmiany, od 5:30 am do 1:45 pm, albo od 2:15 pm do 10:30 pm. Plus czasem nadgodziny - 4:30 am - 5:30 am, kiedy zmiana jest poranna, albo 2:15 pm - 11:30 pm, kiedy praca zaczyna się po obiedzie. Nic wielkiego i skomplikowanego. Sama praca nie jest ani skomplikowana, ani nawet szczególnie męcząca. Nawet ją polubiłem, podobnie, jak większość kolegów z pracy.
Podsumujmy: płacą na czas, dupsko do pracy zawożą samochodem. Nie ma powodów do narzekań, nie? A jednak przy okazji zetknąłem się z przedstawicielką, a nawet dwiema przedstawicielkami pokolenia millenialsów, to znaczy smarków urodzonych w drugiej połowie ostatniej dekady XX wieku. I to zetknięcie powoduje moją złość. Bo jacy są młodzi Polacy na Niemieckiej ziemi? A konkretnie młode Polki?
1) Permanentne niezadowolenie. Nie wiem, skąd im się to bierze, ale wciąż narzekają, a pani nazywana przeze mnie Śniętą Kurewną bije tu wszelkie rekordy - do pracy zawsze jest ZA WCZEŚNIE, nawet na 2:15 pm. Praca zawsze trwa zbyt długo (aż 8h 15m!!!!, a czasem 9h 15m!!!! - SKANDAL I WYZYSK!!!).
2) Kompletna nieumiejętność słuchania ze zrozumieniem, a co za tym idzie nieumiejętność przekazywania informacji połączona z przekonaniem o swojej wyjątkowości, wszak "skończyłam studia". Mniejsza o to, że na Akademii Wykonywania Fikołków. Jednak to mnie utwierdza w przekonaniu, że osoby urodzone po 1985, a szczególnie w latach '90-tych i później są ofiarami losu.
3) Ciągłe stwarzanie problemów, których obiektywnie NIE MA.
I chyba najważniejsze:
4) Te dzieciaki znają świat, kraje poza Polską, jedynie z opowieści kolegów, koleżanek i wakacji z mamusią i tatusiem. I nagle zderzają się z realnym życiem, które nie jest kartką z katalogu biura podróży - nie ma "All Inclusive", samochody nie są aż tak tanie, a telefon w abonamencie okazuje się dobrem zdecydowanie poza zasięgiem kogoś, kto pracuje dopiero 5 tygodni... Za to wciąż mogą się dzieciaki wymądrzać...
Moje zderzenie z, nie oszukujmy się, idiotką, konfrontuję z własnym doświadczeniem z Irlandii, Zjednoczonego Królestwa, Czech oraz z doświadczeniami osób, z którymi jest mi nieco bardziej po drodze i ogarnia mnie pusty śmiech. Bo jak nie śmiać się z kogoś, kto nie znając języka, po Akademii Wykonywania Fikołków, chce pracować z recepcji hotelu, bo "skończyłam studia"? Jak nie śmiać się wewnętrznie z opowieści, że ktoś urodzony w 1996 roku ma już 10 (dziesięć) lat stażu "pracy" w... agencji hostess, gdzie wiadomo - do 16 roku życia promuje sie fistaszki w TESCO, a potem roznosi się kieliszki z szampanem na rautach dla biznesmenów, licząc na to, że któryś bogaty pan zaprosi na zaplecze imprezy i potem da "sowity napiwek" wraz z chlamydią w bonusie?
Cóż, podobne wrażenia mam z lektury postów w grupach dla imigrantów z Polski szukających tu pracy. Bo pojawiają się kwiatki w rodzaju "szukam pracy za minimum 2'000.00 Euro plus zakwaterowanie i polski koordynator", albo wpisy, że "za mniej niż 3'000.00 Euro nie wstaję z łóżka". Najczęściej autorzy i autorki to dzieciaki, które nie mają kwalifikacji, ale mają wymagania. I wydaje im się, że dyplom Akademii Wykonywania Fikołków rzuci niemieckich pracodawców na kolana.
Dzieciaki, idźcie jak już na poważne studia - Politechnika jakaś, najlepiej z dobrym seminarium języka niemieckiego. Inaczej macie szanse dokładnie takie jak ja - komisjonowanie na magazynie. Bo wasze dyplomy z fikołków, doświadczenie z hotelików na godzinki w Krakowie tyle samo ważą, co moja matura. Wracajcie na ziemię. Albo do mamusi i tatusia...
Pozdrawiam wszystkie Śnięte Kurewny i Kurewiczów z Białych Vanów...
Komentarze
Prześlij komentarz