Pocztówka od wuja Matta z podróży 36: WTF?
What the fuck? W tym tygodniu zostałem mianowany końpederuskim kucykiem. Okazuje się jednocześnie, że patozjeby są nie tylko po prawej stronie. Oni są wszędzie. Cóż takiego się stało? Skomentowałem jakiś post na znanym portalu społecznościowym. Kwestia dotyczyła niesamowitej ZBRODNI, jaką jest... jedzenie mięsa. I okazało się, że skoro nie żywię się jedynie koniczyną i mleczem, to na pewno jestem końpederuskim kucykiem, bo tylko końpederuskie kucyki jedzą mięso. Gdybym nie był faszystą, na pewno nie jadłbym mięsa. Problem w tym, że ja z zawartości talerza nie robię zagadnienia ideologicznego i politycznego. Ba, nawet wśród znajomych mam ludzi, którzy nie jedzą mięsa i ani oni mnie, ani ja ich, nie krytykujemy ani nie usiłujemy „nawracać”. Szanujemy wzajemnie swoje talerze. Jednak uznawanie preferencji żywieniowych za wyznacznik tego, kim ktoś jest, to jakaś aberracja. Owszem, jadam i lubię jadać mięso. Uwielbiam schabowe, golonkę, czy jajka na bekonie. Lubię też skrzydełka kur...