Pocztówka od wuja Matta z podróży 33: Bób, hummus, włoszczyzna
Agnieszka Holland nakręciła film „Zielona Granica”, który już stał się pewnego rodzaju fenomenem. Fenomen ten polega na tym, że całe prawactwo doznało niesamowitego wzmożenia, które sprawia, że trochę zaczynam się o nich martwić. Nie dość, że takie wzmożenie może poważnie nadszarpnąć zdrowie, to na pewno przejedzenie się bobem (który lubię), hummusem (za którym nie przepadam) i włoszczyzną (którą używam gotując zupę) niesie ze sobą ryzyko sraczki. To jednak nie do końca wyjaśnia fenomen najnowszego filmu Agnieszki Holland. Prawactwo dostało wzmożenia, chociaż filmu NIE WIDZIELI.
I tak z wypowiedzi niejakiego rumianego Zbysia mniej-niż-zero, miękiszona generalnego i miękiszona niesprawiedliwości można się dowiedzieć, że Holland to pracownica aparatu propagandy III. Rzeszy, czyli państwa, które... nie istnieje od 1945. roku! Słynna fanka ciągłego żarcia, pseudosędzina Trybunału Prostytucyjnego Julii Przybłędzkiej, niejaka Krystyna Locha Pawłowicz nazwała film „gadzinowcem”, a związek zawodowy wielkoPiSdokomunistycznego Grenzschützu (dawnej Straży Granicznej) wrzuca informację „tylko świnie siedzą w kinie” (widocznie siepaczy z pogranicza nie stać na bilety, odreagowują zetem frustrację). Jednak żadne z nich filmu NIE WIDZIAŁO! Ja go zresztą także nie widziałem, zatem ze swoją oceną poczekam do czasu, aż obejrzę. Jednak im bardziej prawactwo pluje na ten film, tym bardziej chcę go obejrzeć.
Nie jestem jakimś specjalnym fanem Agnieszki Holland, chociaż kilka jej filmów widziałem. Jednak moja opinia nie polega na tym, że oskarżam panią Agnieszkę o jakieś antypolonizmy, czy coś podobnego. Po prostu nie zawsze przemawia do mnie jej wizja artystyczna. Jednak uważam, że jest to reżyserka znana, utytułowana, a zatem zna się na filmowej robocie. Poza tym wiem, że porusza często niezbyt wygodne, szczególnie dla prawactwa, tematy. I chyba na tym polega sztuka, żeby czasem poruszać tematy trudne. Przecież od lat robi to Smarzowski. I też nie wszystkie jego filmy lubię...
Prawactwo jednak ma tendencje do zawłaszczania symboli, pochłaniania wszystkich zasobów bobu, hummusu i włoszczyzny, i takiego kategoryzowania, że wszystko, czy w publicystyce, czy sztuce filmowej i teatralnej, co nie jest zgodne z wizją Polaków jako narodu wybranego, ale pod warunkiem, że jest białym, sfrustrowanym incelem z ryjem pełnym bobu, hummusu i włoszczyzny i głową całkowicie pustą, jest antypolskie. Jest to zachowanie nie patriotyczne, a zwykły debilizm. Tyle, że czego można oczekiwać od zaczadzonych bogoojczyźnianym opium przygłupów?
Podobno film „Zielona Granica” obraża wielkoPiSdokomunistyczny Wehrmacht i Grenzschütz. Dziwne, że nie obraża polskiego munduru okrucieństwo wobec uchodźców na granicy polsko-białoruskiej, zapewne tych, którzy nie kupili sobie wizy Schengen od Piotra Wawrzyka, nie obraża polskiego munduru polityka Mariusza kapciowego Błaszczaka, czy fakt, że milicjanci napierdalają kobiety na protestach.
Zawsze wydawało mi się, że spożywanie bobu, hummusu, włoszczyzny jest zdrowe. A okazuje się, że nie tylko może spowodować biegunkę, ale uszkadza mózg...
Ja, 19/9/2023


Komentarze
Prześlij komentarz