Polska z odległości - o patoprawicy i nieudolnie budowanej dyktaturze. Ale nie tylko...

 Jak zapewne wielu czytających (wśród tych niewielu, którzy mnie czytają) zorientowało się, że mam szczęście nie mieszkać już w Polsce. Jednak wciąż bacznie nasz kraj obserwuję. Celowo nie nazywam Polski moją ojczyzną, żeby nie narażać się na komentarze patoprwicowych trolli, bo po pierwsze patriotyzm nie polega na głosowaniu na PiS i byciu "mocarstfem" wobec grupki słabych uchodźców na granicy z Białorusią, a po drugie razi mnie poziom intelektualny komentarzy wyznawców nowej państwowej religii - patoPiSlamu - intelektualne szambo połączone z totalną "suwerennością wobec zasad polskiej gramatyki i ortografii". Jakoś, pomimo, iż według tych najprawdziwszych Polaków jestem Volksdeutschem, razi mnie niechlujny stosunek do ojczystej mowy. 

Od pewnego czasu obserwuję Polskę z pewnej odległości. I widzę, że pewien sfrustrowany człowieczek, który owładnięty jest manią wielkości i nieposkromioną żądzą władzy, próbuje usilnie wprowadzić w życie stare hasło komunistów z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej: "Program partii programem Narodu". Jednak jest pewien problem. W zasadzie obecnie rządzącą sitwę poparło nie 30% wyborców, a 30% głosujących, czyli niewiele ponad 18% wszystkich uprawnionych do głosowania. Do roku 2015 Polska była krajem, który dość fajnie, chociaż nie idealnie, się rozwijał. Wiele było wciąż do zrobienia, jednak do zamachu stanu, jakim były sfałszowane wybory 2015 roku, 2019 roku i 2020 roku, Polska była nowoczesna, a przynajmniej w tymże kierunku zmierzała. Od sześciu lat jednak nastąpił regres. Cofamy się, mając u władzy partię, opierającą swoją legitymację do sprawowania władzy na kupionych głosach menelstwa, pijaków i części emerytów oraz kupowaniu w Sejmie głosów zapijaczonych ex-rockmanów. 

Zarówno partia rządząca, ajk i pewien powszechnie uważany za debila osobnik zamieszkujący chwilowo w Pałacu Prezydenckim, odnoszą niesamowite "sukcesy" na arenie międzynarodowej. Objawia się to między innymi w ten sposób, że Polska jest ośmieszana i poniżana nie przez jakieś "wrogie media polskojęzyczne", ale właśnie przez fagasa, który z namaszczenia prezesa wszystkich prezesów piastuje urząd prezydenta, sprowadzając go roli bycia strażnikiem długoPiSu i znajdowania długich patyków na plaży. Cóż, Polska pod rządami pisokomunistów faktycznie staje się "suwerenna". Chociaż to  raczej dziwna suwerenność, ponieważ nie wynika z jakiejkolwiek pozycji czy siły kraju. Nasza "suwerenność" wynika z tego, że zapluty karzełek z Żoliborza skłócił nas z sąsiadami, Unią Europejską, Stanami Zjednoczonymi, utrzymując jednocześnie, oficjalnie, antyrosyjską retorykę. Oczywiście w ich działaniach widać realizację polityki ich faktycznej stolicy - Moskwy.

Polska pod rządami PiS upada. Nie wstała z kolan, bo Kaczyński i jego ludzie odrąbali Jej nogi na wyskości bioder. Kolan już nie ma...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pocztówka od Wuja Matta z podróży 78: Allahu Akbar!

Pocztówka od wuja Matta z podróży 56: Lupa wciąż w dupie, Ewa z czyrakami...

Pocztówka od wuja Matta z podróży 77: Wuj Matt turysta