Pocztówka od wuja Matta z podróży 68: Jaka Europa?
Za dwa dni w całej Unii Europejskiej wybory. Miliony wyborców wybiorą swoich przestawicieli do Parlamentu Europejskiego. W Polsce te wybory zwykle nie cieszyły się zbyt wielką frekwencją, zresztą akurat frekwencja w ogóle jest problemem polskiej demokracji. Pozornie może się wydawać, że nie mają one tak dużego znaczenia, jak wybory krajowe, czy samorządowe, bo dla większości z nas Bruksela jest daleko, chociaż nie zawsze, ja mam do niej nieco ponad 230 kilometrów. Tyle, że Bruksela nie jest daleko, a Unia Europejska, wbrew przekonaniu wielu osobników, którzy prowadzą bohaterską, acz krwawą wojne z nakrętkami na butelkach z napojami, to nie żadni "oni" - od dwudziestu lat Polska, także dzięki wyborom z 4 czerwca 1989 roku, jest częścią tej Unii. Unia Europejska to nie "oni", to "MY".
Tegoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego, w cieniu trwającej od ponad dwóch lat wojny w Ukrainie, to wybory bardzo ważne. Bo to wybór między silną, sprawną i bezpieczną Europą zintegrowaną, a słabym kontynentem podzielonym między równie słabe państwa narodowe. Jasne, Unia Europejska potrzebuje pewnych zmian, reform. Powinny one zmierzać w kierunku bliższej współpracy, większej i ściślejszej integracji, zmierzającej do federalizacji, przy zachowaniu i pielęgnowaniu różnic kulrutowych, bogactwa różnorodności.
Niedziela, 9 czerwca to wybory o tym, czy wybierzemy, obrazowo tęczę, ale silną siłą wspólnoty w różnorodności, czy mrok koloru zbliżonego do barwy tego, co zwykle zostawiamy w toalecie i jest to śmierdzące. Jeśli oddamy Europę prawicowym populistom, to pozwolimy terroryście z Kremla wziąć nas pod but.
Nie, w tegorocznych wyborach europejskich nie chodzi o nakrętki. Chodzi o przetrwanie Unii jako związku państw demokratycznych szanujących prawa człowieka. Brunatni chcą pielęgnować to, co nas rózni, zamiast szukać wspólnoty pomimo róznic.
Wuj Matt

Komentarze
Prześlij komentarz