POLITYCZNE DIAMENTY NASZCZALNIKA

 

Zasadniczo nie bardzo chciałem w tygodniu pisać i publikować. Bo chciałem odciąć się od wojny w Ukrainie, polskiego taplania się w hektolitrach kaczego kału, którym niezmordowanie obrzuca Polaków „wuc naszczalny” (musiałem użyć cudzysłowu, żeby mniej wyrobiony czytelnik zauważył ironię i szyderę) Jarosław towarzysz bratobójca Ka(ł)czyński z aparatem partyjnym i propagandowym (między innymi tak zwaną Telewizją Polską, czyli szczujnią Jacka towarzysza Kur(w)skiego). Jednak rzeczywistość zmusza mnie w pewnym sensie do komentowania.

Mieszkam w Niemczech i wojna w Ukrainie jest daleko od mojego domu. Jednak, chcąc nie chcąc, obserwuję te wydarzenia z niepokojem. Bo trudno się nie niepokoić, kiedy w sklepach zaczyna brakować niektórych towarów, ceny paliwa szaleją, drożeje energia elektryczna i żywność. Poza tym pochodzę z Polski, która bezpośrednio graniczy z napadniętą Ukrainą i agresywną Rosją i to właśnie tam, w Polsce, mieszkają moi Rodzice, wielu moich przyjaciół czy moja, niezbyt rozumiejąca współczesny świat (cóż, Facebook czy Pudelek to nie są poważne źródła informacji), siostra z rodziną.

A jak to widać z Niemiec?

Obserwując to, co autorytarna dyktatura fiutina robi w Ukrainie, mam mieszane uczucia. Z jednej strony czuję ogromne obrzydzenie w stosunku do agresora, bo widzę zbrodnie wojenne – bezwzględne i brutalne ataki na cele cywilne, zapewne wynikające z militarnej klęski. Z drugiej strony, chociaż nie należę do specjalnych sympatyków Narodu Ukraińskiego, jestem całym sercem po stronie bohaterskich, ale też cierpiących, ofiar rosyjskiej agresji.

Mieszkając poza Polską inaczej też patrzę na... Polskę i polską politykę. I tu ogarnia mnie wstyd. Pomimo lansowanego od prawie siedmiu lat „wstawania z kolan” i „końca pedagogiki wstydu”, rządzący Polską w każdej sytuacji robią wszystko, by Polsce i Polakom nie udało się wstać z kolan i byśmy musieli się wstydzić.

Daleki jestem od upierania się, że przed rokiem 2015 Polska była idealna, jednak od czasu, kiedy władzę przejęła katolicko-narodowo-komunistyczna „zjednoczona” patoprawica pod światłym „pszyfuctfem” naszczalnika Jarosława towarzysza bratobójcy Ka(ł)czyńskiego, Polska w runie z hasła wyborczego oborowej Beaty broszki Szydło staje się faktem. Jednak nie o rujnowaniu kraju przez tę bandę nieudaczników marzących o monopartyjnej dyktaturze wzorowanej na „Kołchozie Białoruś” chcę dzisiaj pisać...

Od 24. lutego, już ponad miesiąc, trwa wojna w Ukrainie. Cały świat cywilizowany obłożył fiutinowską Rosję sankcjami, wysyła broń walczącym Ukraińcom, kolejne państwa coraz bardziej odcinają ruską gospodarkę i ruskich oligarchów od kasy. Polacy, oddolnie, i bez działania (nie)rządu, bezprzykładnie pomagają setkom tysięcy wojennych uciekinierów. A „wuc naszczalny” Jarosław towarzysz bratobójca Ka(ł)czyński wciąż prowadzi swoją politykę izolowania Polski, konfliktów z sąsiadami i sojusznikami, dzielenia Polaków (a ostatnio również uchodźców) na lepsze i gorsze sorty. Jednak to już pewna norma burdelu budowanego przez tych idiotów. Do tego, przez ponad sześć lat, można się było przyzwyczaić.

Wojna w Ukrainie, okrutna, brutalna i agresywna, dla mnie jest pewnym szokiem. Jednak najbardziej szokujący jest paskudny cynizm naszczalnika Jarosława towarzysza bratobójcy Ka(ł)czyńskiego i tego politruka Matołusza Pinokia Morawieckiego, którzy na tragedii sąsiedniego narodu obrzydliwie, przy wykorzystaniu aparatu propagandowego, robią sobie kampanię wyborczą. Są w tym zwykłymi, cynicznymi, skurwielami.

Jednocześnie należy zwrócić uwagę na pozorowane działania, którymi przykrywają swoją nieudolność i popieranie dyktatury fiutina.

A co robi opozycja? Cóż, liberalna opozycja wciąż jedynie bije pianę, ale ulega propagandzie rządzących. A nieliberalna, neonazistowska i jawnie profiutinowska Qńfaszyzacja, na czele z takimi tuzami intelektu, jak idiota Janusz Kurwin-Bukkake, kretyn Grzegorz „szczęść worze” Braun czy imbecyl Krzysztof „heil Hitler” Bosak, wprost nawołuje do dokonywania pogromów na uchodźcach, nie tylko tych z walczącej Ukrainy, oraz sojuszu z Rosją.

Nie oszukujmy się, patoprawica rzetelnie buduje neofaszystkowską, skrajnie nacjonalistyczną dyktaturę z mocnym zboczeniem patokatolskim. Wspiera ich w tym Qńfaszyzacja i niezrównoważony emocjonalnie pijaczyna Paweł KuPiS, dawnej Kukiz'15. Te barany nie wahają się w imię własnych interesów politycznych łamać prawa, Konstytucji, upadlania Polski na każdym kroku, sprzyjając coraz bardziej jawnie Rosji i traktować wojnę i jej ofiary jak „polityczne diamenty”.

Wszystko to poparte jest antypolskim, w gruncie rzeczy, propagandowym przekazem szczujni, jaką stały się dawne media publiczne, a dzisiaj „narodowe” (czytaj: radzieckie).

Przy okazji „wuc naszczalny” Jarosław towarzysz bratobójca Ka(ł)czyński bazuje na podziałach, które buduje z ogromną skutecznością. To wręcz przerażające, jak bardzo prawacki patoelektorat jest dosłownie naćpany oficjalną patopropagandą i to do takiego stopnia, że nie widzi złożoności wydarzeń. Prawactwo to przecież, w gruncie rzeczy, zbiór niedouczonych nieudaczników, którym ewentualne myśli ich liderzy, a w zasadzie macherzy od propagandy, muszą łopatami wpierdalać do pustych łbów. Przecież wystarczy spojrzeć na twarzoczaszkę takiego wypierdkiewicza, że temu osobnikowi rak mózgu, udar mózgu czy wylew krwi do mózgu zdecydowanie nie zagraża. Ale czego oczekiwać po przygłupim neonaziście, skoro pełniący obowiązki prezydenta tresowany debil Anżej „znalazłem patyk” Dupa również nie musi martwić się ewentualnymi chorobami mózgu? A takich indywiduów w patoprawicy jest mnóstwo – na przykład Zbysiu Zero, Januszek-głupeuszek Kowalski, Patuś BydłoJaki, Beata „zatłuszczony łeb” Klempa, zmurszałek Ryszard butapren Terlecki.

Jednak niekoniecznie mój wpis jest pesymistyczny. Zauważyłem, że patoprawactwu kończą się argumenty i już tylko ulewa im się z ryjów i spod klawiatur kaczy kał łopatologicznej propagandy. A typy w rodzaju „pszyfutcy” bączek jugend Roberta Wypierdkiewicza czy beztlenowe bakterie w rodzaju Kai bezmózg Płodek zaczynają skutecznie być stawiane przed wymiarem sprawiedliwości. No i zacichł jakoś samozwańczy rzecznik PiSdokomuny i (nie)rządu – śnięty Szymek ministrant Hołownia. Miejmy zatem nadzieję, że patoprawactwo zdycha.

A co dzieje się w Niemczech?

Cóż, tutejsi Aborygeni, przynajmniej w Wuppertal, co tydzień pozwalają maszerować z ruskimi flagami płaskoziemskim antyszczepom (wiadomo, że to tałatajstwo finansowane było z Kremla). Śmiem nawet twierdzić, że w tych marszach nie chodzi o rzekomy przymus szczepionkowy czy uznanie płaskości ziemi. Oni protestują, bo w wyniku sankcji i blokady finansowej Rosji zostali odcięci od finansowania.

Pozostali Aborygeni i inni mieszkańcy kraju zmagają się z inflacją, a główny Aborygen, tutejszy odpowiednik bankstera z długim od kłamstw nosem, nie opowiada nam bajek, tylko pracuje, szukając rozwiązań zaistniałych problemów.

Tu, niejako przy okazji, muszę mocno zmartwić polskiego wodza naszczalnego, Jarosława towarzysza bratobójcę Ka(ł)czyńskiego i jego sPiSdziałych wyznawców. Poza PiSdokomunistyczną Republiką Ludową, a konkretnie w Niemczech, nikt nie buduje żadnej IV Rzeszy. Za to doskonale widać, kto, wspólnie z fiutinem, próbuje budować nowy Związek Socnazistowskich Republik radzieckich. O panu, wodzu naszczalny Jarosławie Rajmundowiczu towarzyszu bratobójco Ka(ł)czyńskij, mowa. GRATULACJE!!!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pocztówka od Wuja Matta z podróży 78: Allahu Akbar!

Pocztówka od wuja Matta z podróży 56: Lupa wciąż w dupie, Ewa z czyrakami...

Pocztówka od wuja Matta z podróży 77: Wuj Matt turysta