CHOCHOLI TANIEC Z SANNĄ MARIN
Mieszkam w Niemczech, o czym wspominałem między innymi w tekście „Jak zostałem Volksdeutschem”. Jednak czytam i przeglądam wiadomości z Polski wraz z wypowiedziami, a raczej wypierdzinami, polskich polityczków (bo trudno nazwać tych „mężyków” stanu bezmyślności nazwać politykami). I w minionym tygodniu opadła mi szczęka.
Od 24. lutego w Ukrainie trwa wojna, inflacja w Polsce, najwyższa w Unii Europejskiej, wciąż rośnie. Brakuje węgla, gazu, elektrownie ulegają awariom, a Odra została zatruta. A nasi polityczkowie zajęli się pewną młodą (36 lat), atrakcyjną Finką, która jest premierką tego północnego kraju. Otóż pani Sanna Mirella Marin, bo tak nazywa się ta urocza osoba, wywołała święte oburzenie naczelnego watykańczyka Rzeczypospolitej Polskiej – Szymona „zapytam ekspertów” Hołowni i patologicznego kłamcy, wyrobu premieropodobnego Pinokia Matołusza-kłameusza Morawickiego i sprowokowała ich idiotyczne komentarze. O ile jednak Pinokio mnie nie zaskoczył, to jednak Szymon „zapytam ekspertów” po prostu się wygłupił.
Muszę przyznać, że kompletnie nie rozumiem całej tej gównoburzy, chociaż patrząc na poglądy i historię życiową zarówno Pinokia, jak i Hołowni, można znaleźć uzasadnienie dla ich debilnych wypowiedzi.
Sanna Mirella Marin, premierka Finlandii, jest, jak już wspomniałem, młodą, ładną kobietą. Wychowała ją para jednopłciowa, co jednak, wbrew ograniczonej umysłowo narracji obowiązującej w Polsce, nie przeszkodziło jej to wyrosnąć na heteroseksualną matkę i żonę.
A cóż takiego zrobiła Sanna Mirella Marin, premierka Finlandii? Cóż, nic strasznego. Otóż poszła ze znajomymi do klubu, gdzie najprawdopodobniej wypiła drinka (może nawet więcej, niż jednego) i... tańczyła. „Ło matko bosko!”, normalnie „sodomnia i gomornia”! Szczególnie, że nieco wcześniej w mediach pojawiły się zdjęcia pani Marin z festiwalu rockowego.
I tu pokuszę się o prezentację mojej opinii, przy okazji wyjaśniając zwolennikom PiSdzielstwa i świętojebliwego Szymona (Pinokia i Szymona „zapytam ekspertów” Hołowni nie podejrzewam o czytanie moich tekstów).
O ile dobrze się oreintuję, Finlandia nie jest kolonią Watykanu. Nie ma tam również inflacji zbliżającej się do 20%, Finom nie zagraża, jak sądzę, śmierć głodowa w zimnych mieszkaniach oświetlonych (jakież to romantyczne) blaskiem świec i żadna kopalnia, czy inne państwowe przedsiębiorstwo nie zatruło żadnej z głównych rzek (ani nawet kałuży). Nie ma tam również Tadeusza towarzysza Rydzyka i Radia z ryjem. Wszystko to powoduje, że premierka, jak i każda inna osoba, w czasie wolnym od pracy i obowiązków może pojechać na festiwal rockowy, wyskoczyć na drinka, czy potańczyć. I nie musi tego ukrywać za maską pełnej hipokryzji pseudomoralności, bo w zabawie nie ma nic niemorlanego. A wiecie dlaczego? BO MA SZCZĘŚCIE MIESZKAĆ W FINLANDII, a nie w narodowo-komunistycznym katotalibanie, w którym polityczkowie udają świetych.
KROPKA.
Komentarze
Prześlij komentarz