Niezdrowa miłość
Witam,
Moi czytelnicy, o ile jacyś istnieją i mnie czytają, wiedzą, że od pewnego czasu nie mieszkam w Polsce, ale bacznie Polskę obserwuję, a nawet zdarza mi się Ją komentować. Ostatnio, być może dość nieostrożnie, zdarzyło mi się skomentować wpis posłanki Klaudii Jachiry na pewnym znanym portalu społecznościowym. I się zaczęło.
A co się zaczęło? Otóż zaczęła się miłość, niestety nieodwzajemniona. Zapałał uczuciem do mnie jakiś nieszczęśliwy imiennik Pierwszego Debila Rzeczypospolitej niesłusznie nazywanego prezydentem, Andrzej Makro. Całe nieszczęście jego uczucia polega na tym, że jestem liberalny i tolerancyjny, ale jednak wciąż szczęśliwy w swoim heteroseksualnym i spełnionym związku mężczyzną, więc uczuć człowieka z Dolnego Śląska nie odwzajemnię. Poza tym zdecydowanie ów Andrzej nie radzi sobie z wyrażaniem uczuć, ponieważ swoją miłość wyraża on za pomocą inwektyw, gróźb i innych komunikatów, które są charakterystyczne dla osobników kojarzących się z partią rządzącą w Polsce i partią, która w Parlamencie utrzymuje takie indywidua jak Krzyś, co nie ma na buty, Robert Winnicki czy mocno upośledzony staruszek Januszek Korwin-Mikke oraz osobników kojarzonych z organizowaniem Marszu Nienawiści pod przywództwem pana Roberta Wypierdkiewicza i jego Bączek Jugend.
Z jednej strony czuję się, w swojej próżności, mile połechtany owym wybuchem uczuć, ale zarazem zniesmaczony. Bo, pomimo iż nie mam chorych uprzedzeń typowych dla tak zwanej prawicy, to jednak nie gustuję w męsko – męskiej miłości. Poza tym nie wydaje mi się, że straszenie może być dobrym „podrywem”. Miałbym panu Andrzejowi Makro ulec w obawie o to, że on lub jacyś jego znajomi mogą podjąć siłowe próby przekonania mnie do uległości? No raczej nie.
Cała ta romantyczna historia pokazuje, że Polskę toczy brunatny rak odradzającego się faszyzmu w jakiejś dziwacznej formie. To trochę boli. I utwierdza mnie w przekonaniu o słuszności decyzji o opuszczeniu kraju.
Pozdrawiam z Wuppertal
Komentarze
Prześlij komentarz