Pocztówka od wuja Matta z podróży 21: Smutny żywot konfederuskiej qńfaszystki w Niemczech
Z pewnym zawstydzeniem muszę przyznać, że wdałem się w ostatnich dniach w gównoburzę ze zwolennikami katolicko-narodowej konfecerosji qńfaszystowskiej, partii, która ma w sumie chyba trzy programy.
Program pierwszy to słynna „piątka Mentzena” (nazywana tak od pseudonimu artystycznego Słabomira Bezcena, wychowanka Jasia Kurwin-Mickey Mouse'a, znanego również jako Janusz Korwin-Mikke, który zwykł ukrywać się pod pseudonimem Sławomir Mentzen), czyli „Polska bez Żydów, gejów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”. Nie oszukujmy się, nawet, jeśli teraz Słabek Bezcen udaje, że tego nigdy nie powiedział, jest to program partii o zabawieniu co najmniej faszystowskim.
Program drugi to stand-up Słabomira Bezcena, prezentowany pod hasłem „Piwo z Mentzenem”, czyli pijacki bełkot chłoptasia w garniturku z Ali Express, kierowany do podobnie pryszczatych chłoptasiów z kuflami napoju piwopodobnego w raciczkach. Tu Słabomir Bezcen, podobno doktor nauk ekonomicznych, obiecuje zniesienie podatków, dom, trawnik, grilla, dwa samochody i wakacje, co dowodzi, że chłopczyk o twarzy świadczącej, że jeszcze nie wyrósł z pryszczy, albo nie ma żadnej wiedzy ekonomicznej, albo naprawdę swój przekaz adresuje do istotek cierpiących na zaawansowaną pryszczycę mózgu. Tym bardziej, że nie jest on, ani jego aparatczycy zdolny odpowiedzieć merytorycznie na żadne pytanie wykraczające poza chwytliwe frazesy.
Program trzeci to wyekstrahowana przeze mnie z bełkotu Bezcena i jego akolitów „Czwórka Bezcena”, czyli „nachlać się, naszczać w kwietnik, sprać dziecko (kablem od żelazka), stłuc żonę”.
Widząc do czego zmierza konfederosja qńfaszystowska ośmieliłem się skomentować kilka postów zwolenników chlania, szczania w kwietniki, bicia dzieci kablem od żelazka i tłuczenia żon (w nierozerwalnych małżeństwach). W odpowiedzi, z komentarzy, dowiedziałem się, że do dojściu konfederosji do koryta zostanę zutylizowany. Jednak zagrożenie utylizacją ze strony konfederuska qńfaszystowskiego nie zrobiło na mnie wrażenia, nie wystraszyłem się...
Wrażenie na mnie zrobiły intymne wyznania pewnej kobiety, która deklaruje powrót z Niemiec do Polski po wejściu konfederosji qńfaszystowskiej do rządu oraz przestawiła swój smutny życiorys qńfaszystki...
Pani, mieszkając w Kolonii albo nie pracuje, albo pracuje w branży konserwacji powierzchni płaskich. Nie wiem, ale deklaruje ona, że jej życie jest gówno warte i musi pełzać, chociaż podejrzewam, że pełzaniem zajmuje się jej qńfaszystwoski mąż, ponieważ użyła sformułowania „Polaczek-pełzaczek”. W dodatku pani cierpi na chroniczny ból dupy.
Wygląda na to, że życie konfederusków qńfaszystowskich, szczególnie na emigracji, jest gówno wartym pełzaniem z bolącą dupą, chociaż nie jestem pewny, czy dupa boli panią qńfaszystkę, czy jej męża (po pracy w wiadomym chaarakterze). Jednak jestem w stanie zrozumieć, że konfederuskiej qńfaszystce może się ciężko żyć poza granicami Polski – trzeba przecież płacić podatki, składki i inne zobowiązania, pełzać i nabawiac się bólu dupy. Przecież życie qńfaszysty wystarczająco gówno warte jest już w Polsce, bo jedyne radości życia konfederuskiego qńfaszysty to picie piwa, szczanie do kwietników, bicie dzieci kablem od żelazka i tłuczenie żony, która według ideologa qńfaszyzmu, Jasia Kurwin-Mickey Mouse'a, jest „słabsza, mniejsza i głupsza od mężczyzny”. Spodziewam się, że żywot pary konfederuskich qńfaszystów na emigracji musi być szczególnie trudny – na ulicach króluje wielokulturowość, dziecka i żony bić NIE WOLNO, pozostaje zatem piwo, w dodatku nie sikacz Bezcen Pils, a prawdziwe piwo. Zatem nie pozostaje nic innego, niż gówno warte życie, pełzanie i pielęgnowanie bólu dupy (w przypadku pana qńfaszysty nie chciałbym domyślać się, w jaki sposób dba on o to, by go wciąż bolało...).
Jednak już po tej gównoburzy przeczytałem w tygodniku POLITYKA artykuł o konfederosji qńfaszystowskiej i zrozumiałem, że cierpiąc na pryszczycę mózgu, można cierpieć na dotkliwy ból dupy i pełzając, prowadzić gówno warty żywot. Szczególnie, kiedy jest się na samym dole drabinki społecznej, czy to w Polsce, czy na emigracji...
Osobniki zakażone pryszczycą mózgu faktycznie wierzą w bajki opowiadane przez pryszczatego pijaczynę, który po dwóch szklankach rozwodnionego napoju piwopodobnego wpada w pijacki bełkot, wierzą, że Polacy, szczególnie konfederuscy, są „narodem wybranym”, bo to wmawia im Krzysio Bez Butów i Brązowy Grigorij, a kobieta jest „mała, słaba i głupia”, bo tak im powiedział Jasiu Kurwin-Mickey Mouse. Wiara ta powoduje, szczególnie za granicą, że prowadząc gówno wartą wegetację dostaje się bólu dupy.
Także pozdrawiam „Polaczków-pełzaczków” z konfederosji qńfaszystowskiej. Pełzajcie dalej u stóp Słabka Bezcena (na bani łatwiej pełzać, niż chodzić).
Ja, 16/7/2023
Komentarze
Prześlij komentarz