Pocztówka od Wuja Matta z podróży. Część 5: rzut oka na Polskę
W zasadzie powinienem pisać z podróży, czyli o moim życiu w Niemczech. Jednak wciąż nie potrafię oduczyć się patrzenia na Polskę.
Z niemieckiego dystansu, z bezpiecznej odległości, obserwuję, co się dzieje w mojej tak zwanej ojczyźnie i jestem coraz bardziej tym przerażony. Zaczyna do mnie docierać bolesna świadomość, że to, co wydawało się żartem – budowanie brunatno – czarnego komunizmu – staje się faktem. I, zupełnie jak w roku 2007, kiedy wyjechałem do Irlandii, dla rządzących i ich wyborczej biomasy, jestem „nieudacznikiem”, „zdrajcą”, a ostatnio, z powodu, iż wybrałem Niemcy, „folksdojczem”. Tyle, że w 2019 roku, jesienią, nie wyjeżdżałem z Polski na stałe. Ta decyzja ma związek z tym, że to właśnie tu, w Wuppertalu, poznałem Bożenkę, którą szczerze pokochałem, i z którą chcę zbudować Przyszłość.
Do 2019 roku chciałem żyć i pracować w moim rodzinnym kraju, tam płacić podatki, nawet wtedy, kiedy do władzy doszli katolicko – narodowi komuniści, konsekwentnie realizujący program z wyborów prezydenckich i parlamentarnych 2015 roku - „Polska w ruinie” (Beata Szydło), „Ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie” (Andrzej Duda, znany również jako Anżej Dupa) i program zakreślony przez osobnika obecnie nazywanego premierem (Mateusz Morawiecki, znany również jako Matołuszek – Kłamczuszek Morawiecki), żeby Polacy w Polsce „zapierdalali za miskę ryżu”. Jednak na dłuższą metę okazało się to niemożliwe.
Kiedy jednak patrzę na Polskę z pewnego dystansu, dochodzę do wniosku, że choć trudno w to uwierzyć, staje się to, znaczy życie Polaka w Polsce, coraz bardziej niemożliwe. Ekonomicznie przestało ono być możliwe już kilka lat temu. Ale przedłużające się rządy towarzysza Jarosława Balbiny Kaczyńskiego powodują, że staje się życie w Polsce niemożliwe także, a może przede wszystkim, z powodów ideologiczno – światopoglądowych. Dzieje się tak dlatego, że rządzący katolicko – narodowi komuniści przeprowadzają w kraju swoistą „rewolucję kulturalną” wzorem Mao Dze Donga w Chińskiej Republice Ludowo – Demokratycznej. Manipulują historią, upaństwawiają „jedynie słuszną”, państwową religię, wywodzącą się z z dawnego Kościoła Rzymsko – Katolickiego, ale dziś już chyba nie mającą nic wspólnego z naukami Jezusa czy Biblią.
Z jednej strony obserwuję bizantyjskie, acz tekturowe, więc zapewne PiSantyjskie państwo kierowane przez sfrustrowanego, pełnego złości, nienawiści i pogardy dla innych, samotnego starca, który za wszelką cenę chce siłowo narzucić swoją wolę całemu społeczeństwu.
Z drugiej strony mamy hierarchów dawnego Kościoła Katolickiego, którzy dzisiaj wyznają nowych „bogów” - mamonę, rozpustę i zepsucie, którzy są jawnie wspierani przez rzekomo świeckie państwo. Oczywiście w zamian za współudział w dojeniu obywateli i ich ogłupianiu zgodnym z poleceniami politycznymi.
Z trzeciej strony towarzysz prezes dociska nas, jeszcze wolnych, represjami dawnej Policji, która dzisiaj znów (zapewne przeważają argumenty ideologiczno – ekonomiczne) stała się ZOMO i jest brutalna i agresywna, nawet jeśli kolejna pacynka Kaczyńskiego, rezydent Pałacu Prezydenckiego, Anżej Dupa, chwali ich „profesjonalizm”, bo „przecież nikt nie zginął”. A jednak używa się aparatu państwowego, by siłowo tłumić wszelkie protesty przeciwko, nie oszukujmy się, antypolskim działaniom rządzących w kraju.
Jakiś czas temu, chyba w sierpniu, czytałem biografię Adolfa Hitlera. Ciekawa i pouczająca lektura. Jednak, kiedy spojrzeć na to, co z Polską robi Jarosław Balbina Kaczyńskiego, również niepokojąca, czy wręcz straszna... Zbyt dużo jest glajszachtowania w dzisiejszej Polsce, by nie dostrzegać podobieństw do III Rzeszy...
W Polsce zawsze, przynajmniej za mojego życia, był deficyt tolerancji, jednak, dopóki wyborów nie wygrali katoliccy – narodowi komuniści, aparat państwowy nie służył dyskryminacji i zwalczaniu mniejszości. A teraz to się dzieje. I warto tu przypomnieć słowa Mariana Turskiego ze stycznia 2020 roku: „Auschwitz nie spadło z nieba!”
A opozycja? Mam smutne wrażenie, że, poza kilkoma wyjątkami, nie jest zdolna do wspólnego działania, do sprzeciwienia się dyktaturze. I mówię tu o „starej” opozycji – Platformie Obywatelskiej, partiach lewicowych, Polskim Stronnictwie Ludowym. Bo przecież trudno uznać za realną opozycję brunatną Konfederację, Kukiza czy Szymona Hołownię (dwaj ostatni, wraz ze swoimi „partiami” to potencjalni koalicjanci Kaczyńskiego)...
Lewico! Platformo, Koalicjo, Obywatelska! Peeselu! OGARNIJCIE SIĘ, zanim Kaczyści całkowicie zniszczą Polskę, zanim będzie za późno!
Pomimo, iż mieszkam w Niemczech, jestem i zawsze będę Polakiem, nawet jeśli kilku brunatnych kretynów opłacanych przez rządowe „farmy trolli” nazywa mnie „folksdojczem”. Jednak moja Polska to Polska nowoczesna, rozwijająca się i wolna! Nie spieprzmy tego, za co Lech Wałęsa dostał Pokojową Nagrodę Nobla (to jest wielki kryształ soli w oku „suońca narodu” Jarosława, który nie ma najmniejszych szans na coś takiego), nie gódźmy się, jak pędzone do rzeźni baranki, na brunatno – czarno – czerwona dyktaturę. Tęcza, jako symbol RÓŻNORODNOŚCI, jest znacznie ładniejsza.
Na koniec, ponieważ wspomniałem o tęczy, uprzedzam wszelkiej maści nazi - hejterów, homofobów propislamskich, że jestem hetero, żyję w udanym i szczęśliwym związku z kobietą, ale nie akceptuję homofobii, rasizmu i po prostu waszej zaściankowej głupoty.
Komentarze
Prześlij komentarz