Pocztówka od Wuja Matta z Podróży, część 3

„O „wypierdalaniu na zbity pysk”, lojalności i biznesach otyłych Podkarpacian w Niemczech”

Witam,

Pierwotnie miałem napisać coś z cyklu „Pocztówka od Wuja Matta z Podróży” o moim życiu w Niemczech. Jednak życie napisało, przy udziale otyłego pana Darka, napisało inny scenariusz. Scenariusz nieco smutny, ale potwierdzający moją negatywną opinię o Polakach za granicą, w szczególności o Polakach z Podkarpacia (Pani Urszula chyba się domyśla, co mam na myśli, Pan Dariusz Marian chyba też…).

Mam 42 lata, rocznik 1977. Pracowałem w wielu różnych miejscach, spotykałem różnych ludzi, miałem różnych „przyjaciół”… Jednak dopiero na przełomie 2019 – 2020 poznałem prawdziwie „uczciwych” Polaków, chociaż powinien o nich pisać „Polaczków”…

We wrześniu zeszłego roku dałem się namówić „przyjacielowi” na wyjazd do pracy w Niemczech. W gruncie rzeczy wydawało mi się to dobrym pomysłem. Jednak okazało się, że mój tak zwany przyjaciel, Leszek, okazał się jedynie werbownikiem działającym na zlecenie pani Urszuli O. (nie wymieniam z nazwiska ani nazwy firmy, bo osoba ta twierdzi, że wymienianie nazwy jej firmy, która jednak zawiera pełne imię i nazwisko właścicielki, narusza jej dobre imię), która poza prowadzeniem pseudofirmy prywatnie jest córką byłego już posła. Tyle, że ja szybko zorientowałem się, że cały ten super biznes to zwyczajne oszustwo. Pani Urszula O., chyba w porozumieniu z Leszkiem G., na co jednak nie mam dowodów, od początku nie zamierzała płacić za pracę. Podobnie nie zamierzała wywiązywać się ze zobowiązań wynikających z zawartych w Niemczech umów. To akurat wiem od jednego z jej zleceniodawców. Kiedy zorientowałem się, jaką „businesswoman” jest Urszula O. postanowiłem ratować swoją pracę w Niemczech…

Ratunku poszukałem poprzez poznanego przypadkiem Aleksandra B., który podczas wspólnej podróży z Wrocławia w październiku 2019 roku pochwalił się, że wspólnie z ojcem, Dariuszem Marianem B., prowadzi w Północnej Nadrenii – Westfalii firmę budowlaną. Nazwy firmy, jak i pełnych nazwisk nie chcę publikować, żeby nie narazić się na pogróżki i inne nieprzyjemności…

„Ja jestem uczciwy, nie wyobrażam sobie oszukiwania ludzi…”

Takie słowa usłyszałem w pewien październikowy czwartek ubiegłego roku. Jednak szybko zaczęło mi coś śmierdzieć. Konkretnie to, że wypowiadający je pan Dariusz Marian B. dziwacznie upierał się, że mamy zakładać działalność gospodarczą, niekoniecznie w Niemczech. Jednocześnie utrudniał podjęcie adekwatnych działań, nie wypłacał na czas pieniędzy, rzucając od czasu do czasu jakąś zaliczką. Jednocześnie tłumaczył wszystkim, że musi za nas płacić podatki, dlatego zabiera dla siebie połowę teoretycznie zarobionych kwot. Jednocześnie Pan Dariusz kombinował…

Kiedy w połowie listopada Leszek wyjechał i nie wrócił ja byłem w przysłowiowe plecy jakieś 1500 Eur. Jednak… popełniłem błąd… zaufałem Panu Dariuszowi, jednocześnie wierząc w manipulację Leszka… zostałem, chociaż powinienem był wyjechać…

Początkowo Dariusz B. dobrze kombinował, nie miałem więc uwag. Tyle, że wciąż nie mogłem zarejestrować działalności w Niemczech ani zalegalizować jej w Polsce, bo zwyczajnie nie mogłem sobie pozwolić na wyjazd do Polski. Do tego stopnia, że nawet Boże Narodzenie spędzałem w zasadzie sam w Wuppertalu… Ale byłem lojalny. Byłem lojalny, pomimo tego, że wewnątrz wciąż czułem opór przeciwko tej lojalności.

Wymykanie się spod kontroli.

Nie wszystko oczywiście było w Niemczech takie złe. Tydzień przed Świętami poznałem, dzięki grupie wsparcia dla osób uzależnionych od alkoholu, cudowną kobietę. Poza tym zacząłem się, poznając ludzi spoza kręgu tak zwanej firmy Pana Dariusza Mariana B., wymykać mu spod kontroli. Bo nagle zacząłem wiedzieć więcej, więcej rozumieć i straciłem zgodę na bycie frajerem… I zaczęły się schody. Nagle Pan Dariusz zaczął kombinować, jak mnie „nauczyć pokory” – dużo wolnych dni, mało godzin, zmiany stawki z dnia na dzień, według jego „widzimisię”… A we mnie narastał bunt, podsycany przez Moją Cudowną Bożenkę…

W końcu nie wytrzymałem. Wyjechałem z Niemiec, żeby uporządkować kwestie legalności mojej pracy dla Dariusza Mariana B. Wystawiłem i wysłałem temu panu fakturę, czekam na płatność. I wyciągam wnioski…

Śmierć lojalności.

Pomimo pełnej świadomości przyczyn nagłego wyjazdu moich kolegów pod koniec października i w listopadzie 2019 roku, starałem się być lojalny wobec tak zwanego szefa. Jednak pewnego dnia, kiedy jechałem z nim  na jakieś spotkanie, Darek rozmawiał z kimś przez telefon i… zaczął opowiadać, jak to „wypierdolił wszystkich na zbity pysk”. Coś we mnie pękło… Bo pan Dariusz Marian B., „biznesmen” z Polski nikogo nie zwolnił. Ludzie pouciekali, wyjechali, bo… IM NIE PŁACIŁ (tak, tak, Darku, doskonale wiesz dlaczego zabrali narzędzia z budowy i wyjechali. Przecież gdyby ukradli narzędzia, zgłosiłbyś to policji, prawda?)…

Tego właśnie dnia zrozumiałem, że lojalność wobec Dariusza Mariana B. prowadzi do nikąd. Że to koleś, który manipuluje, ściemnia, kłamie, oszukuje. Który zapewnia mieszkanie za… 900 – 1000 Eur miesięcznie (za cały lokal, plus media), co potrąca z zaniżanych wynagrodzeń. I po co to wszystko? Sprawa jest banalnie prosta. Ludzi trzeba kontrolować. Najlepiej, żeby się bali, bo mieszkają bez meldunków, pracują na czarno. Tak działa Dariusz Marian B.

Milczenie.

Kilkanaście dni temu miałem ostatni kontakt z Dariuszem Marianem B. Dopytywał, kiedy wracam, wymyślał, jakie dokumenty muszę posiadać i mu wysłać, żeby wystawić fakturę. Kiedy jednak dałem do zrozumienia, że nie wracam, a na pewno nie do niego, zamilkł. Zamilkł, bo się boi… Ja też bym się bał…

Prywatnie nawet polubiłem tego grubego mężczyznę z Podkarpacia, który opowiada, że jest ze Śląska. To inteligentny, sympatyczny gość. Oczytany. Z poczuciem humoru… Jednak NIE POLECAM ROBIENIA Z NIM JAKICHKOLWIEK INTERESÓW.

A co dalej?


Dalej zobaczymy. Bo nie wszystko było i jest złe…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pocztówka od Wuja Matta z podróży 78: Allahu Akbar!

Pocztówka od wuja Matta z podróży 56: Lupa wciąż w dupie, Ewa z czyrakami...

Pocztówka od wuja Matta z podróży 77: Wuj Matt turysta