"Czarny wtorek"

"Dbaj o język

Unikaj fraz, które słyszysz od wszystkich innych. Wyrażaj się nie swój sposób, nawet jeśli chcesz przekazać tylko to, co powtarzają wszyscy. Postaraj się odgrodzić od internetu. Czytaj książki.

Romanista żydowskiego pochodzenia, Victor Klemperer, wykorzystał swoje wykształcenie filologiczne do przeprowadzenia krytycznej analizy nazistowskiej propagandy. Zauważył przy tym, że język Hitlera wyklucza możliwości legalnego sprzeciwu (podobnie, jak język Kaczyńskiego - uwaga autora bloga): określenie "naród" zawsze oznaczało te, a nie inne grupy ludzi (prezydent (Trump) także używa tego słowa w ten sposób. W Polsce podobną retoryką posługuje się Kaczyński - uwaga od Marcina Borówki), kontakty były nieodmiennie "zmaganiami" (Trump mówi o "wygrywaniu", Kaczyński o "budowaniu wyspy tolerancji i wolności"), a każda próba pojmowania świata w inny sposób przez wolnych ludzi była "szkalowaniem" przywódcy (lub jak ujmuje to Trump, "zniesławieniem").

W dzisiejszych czasach politycy podsuwają komunały za pośrednictwem telewizji, gdzie powtarzają je nawet ci, którzy chcą wyrazić odmienne zdanie. Telewizja rzekomo rzuca wyzwanie językowi polityki, pokazując obrazy, ale seria następujących po sobie kadrów nie daje poczucia, że rzeczywiście nastąpiło jakieś rozstrzygnięcie. Wszystko dzieje się szybko, ale tak naprawdę nie dzieje się nic. Każda historia w wiadomościach jest z "ostatniej chwili", dopóki nie zastąpi jej kolejna. Przyjmujemy więc uderzenia jednej fali za drugą, ale w ogóle nie widzimy oceanu.

Określenie kształtu i znaczenia zdarzeń wymaga słów oraz pojęć, które wymykają się nam, gdy pochłaniają nas bodźce wzrokowe. Oglądanie wiadomości w telewizji przypomina czasem patrzenie na kogoś, kto również przygląda się obrazowi. Uznaliśmy ten zbiorowy trans za coś normalnego i stopniowo mu się poddaliśmy. 

Ponad pół wieku temu klasyczne powieści o totalitaryzmie ostrzegały przed dominacją ekranów, eliminacją książek, zawężeniu słownictwa i w rezultacie - ubóstwem myśli. W opublikowanych w 1953 roku "451 stopniach Fahrenheita" Raya Bradbury'ego (wydanie polskie ukazało się w roku 1960) strażacy wyszukują i palą książki, podczas gdy większość obywateli jest pochłonięta interaktywną telewizją. We wcześniejszym o cztery lata "Roku 1984" George'a Orwella (pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1953 roku, pierwsze w obiegu oficjalnym w 1988 roku) książki są zakazane, a przekaz telewizyjny - dwukierunkowy, co pozwala rządowi nieustannie obserwować obywateli. W "Roku 1984" język mediów wizualnych ściśle ograniczono, aby pozbawić społeczeństwo pojęć niezbędnych do myślenia o teraźniejszości, zapamiętywania przeszłości i rozważania przyszłości. Jedno z działań reżimu polegało na dalszym zawężaniu języka przez usuwanie kolejnych słów z każdego następnego wydania oficjalnego słownika.

Wpatrywanie się w ekran jest być może nieuniknione, ale dwuwymiarowy świat nie ma większego sensu, jeżeli nie jesteśmy w stanie czerpać ze skarbnicy pojęć zbudowanej gdzie indziej. Powtarzając te same słowa i frazy, które pojawiają się codziennie w mediach, zgadzamy się na brak szerszej perspektywy. Aby zyskać taką perspektywę, trzeba dysponować większą liczbą pojęć, a to z kolei wymaga czytania. Wyrzuć więc z pokoju ekrany i otocz się książkami. Bohaterowie książek Orwella i Bradbury'ego nie mieli takiego wyboru, ale my nadal możemy to uczynić.

Co czytać? Każda dobra powieść ćwiczy naszą zdolność do roztrząsania niejednoznacznych sytuacji i oceny intencji innych ludzi. Na czasie wydają się "Bracia Karamazow" Fiodora Dostojewskiego i "Nieznośna lekkość bytu" Milana Kundery. "It Can't Happen Here" ("To nie może się zdarzyć tutaj") Sinclaira Lewisa (amerykańska powieść wydana w roku 1935) nie jest dziełem wybitnym. Lepszy jest "Spisek przeciwko Ameryce" Philipa Rotha. Jest też książka o tyranii i oporze, którą znają miliony młodych Amerykanów - chodzi o "Harry'ego Pottera i Insygnia Śmierci" J.K Rowling. Jeśli ty, twoi znajomi lub dzieci nie odczytaliście jej w ten sposób, warto zapoznać się z nią ponownie.

Z dzieł na tematy polityczne i historyczne, które stanowią podstawę argumentów sformułowanych w niniejszej książce, należy wymienić esej "Politics and the English Language" ("Polityka i język angielski") George'a Orwella (1946), opisującą język III Rzeszy książkę "LTI - notatnik filologa" Victora Klemperera (1947, wydanie polskie: 1983), "Korzenie totalitaryzmu" Hannah Arendt (1951, wydanie polskie: 1993), "Człowieka zbuntowanego" Alberta Camusa (1951, pierwsze polskie wydanie: Paryż 1958, obieg oficjalny: 1973), "Zniewolony umysł" Czesława Miłosza (pierwsze wydanie: Paryż 1953, obieg oficjalny 1989), "Siłę bezsilnych" Vaclava Havla (1978, wydanie polskie: 1984, wydanie oficjalne: 2011), "Jak być konserwatywno - liberalnym socjalistą" Leszka Kołakowskiego (1978, wydanie polskie: Londyn 1979), "Pomimo i wbrew - eseje o Europie Środkowej" Timothy'ego Gartona Asha (1989, wydanie polskie: 1990), "Brzemię odpowiedzialności" Tony'ego Judta (1998, wydanie polskie: 2013), "Zwykłych ludzi" Christophera Browninga (1992, wydanie polskie: 2000) oraz "Jądro dziwności" Petera Pomerantseva (2014, wydanie polskie: 2015).

Chrześcijanie mogą powrócić do fundamentalnej księgi, która zawsze pozostaje aktualna. Chrystus nauczał, że "łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego". Winniśmy być skromni: "każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony". Oczywiście musimy też zastanowić się, co jest prawdą, a co fałszem: "poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli"

Tomothy Snyder, "O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku", lekcja 9: "Dbaj o język"

Wreszcie, chociaż Tygodnik POLITYKA z książką Timothy'ego Snydera kupiłem na początku lipca, a na pewno w jego pierwszej połowie, znalazłem czas na lekturę tych dwudziestu esejów. Znamienne jest to, że czytam to w dniu 3 października, dokładnie w rok po "Czarnym Marszu" w obronie praw kobiet. Faktycznie od błyskotliwych w swym chamstwie wypowiedziach  pana Makowskiego z kwidzyńskiego oddziału "Kościoła Bezzębnej Kaczki z Żoliborza" pod adresem mojej Mamy i po innych wydarzeniach, które spowodowały, że władza kontrolowana i sprawowana przez "głównego kapłana" sekty mylnie nazywanej "Prawem i Sprawiedliwością" wymiękła pod naporem protestów. Znamienne jest także to, że tekst "Dbaj o język" jest bardzo trafny także w dzisiejszej PiSlamskiej Republice Ludowej...

Dwa lata temu, w wyniku bardzo kłamliwej kampanii wyborczej, opartej na ukrywaniu właściwego kierownictwa zorganizowanej grupy przestępczej zmierzającej do przejęcia kontroli nad demokratycznym państwem, władza dostała się w ręce jednego, zawistnego i pełnego kompleksów, chorego umysłowo człowieka, który codziennie oszukuje nas, pokazując jedynie swoje marionetki. I przemawia do nas językiem, którego prekursorem w XX wieku był Hitler w Niemczech i bolszewicy w Związku Radzieckim.

Przez minione dwa lata Jarosław Kaczyński, także ustami swoich marionetek: Beaty Szydło, Zbigniewa Ziobro, Andrzeja (a może Adriana?) Dudy, podzielił nas, Polaków, jak mało kto, a zgoła nikt w ponadtysiącletniej historii Narodu nas nie podzielił. Nadto osobniki te, uzywając pełnej nienawiści retoryki, zredukowali "naród" do niewielkiej grupki własnych zwolenników - wyborców. Znam trochę historię i kojarzy mi się to z latami 30-tymi XX wieku w Niemczech...

Jednak okazuje się, że tottalitarna władza "kieszonkowego dyktatorka" (podoba mi się to określenie Kaczyńskiego, którego jako pierwszy użył Roman Giertych w 2015 roku) boi się nas, obywateli. Dlatego kiedy my wychodzimy protestować, media tak zwane narodowe, czyli sterowana przez Kurskiego tuba propagandowa, podają kłamliwe informacje zarówno o naszych celach, jak i o liczebności protestów. No i stara się nas ośmieszyć (gorszy sort, spacerowicze i cała masa innych równie "zabawnych" określeń). Oczywiście poza prezentowaniem znanej nam z czasów Gierka propagandy sukcesu...

Timothy Snyder swoje eseje pisał, gdy w Stanach Zjednoczonych finiszowała kampania wyborcza Donalda Trumpa, "człowieka z wiewiórką przyklejoną do głowy", który, podobnie jak Jarosław Kaczyński, jest radykalnym antydemokratą. Jednak Snyder trafnie opisał też PiSlamską Polskę...

Zastanawiam się, co możemy zrobić, żeby obronić DEMOKRACJĘ...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pocztówka od Wuja Matta z podróży 78: Allahu Akbar!

Pocztówka od wuja Matta z podróży 56: Lupa wciąż w dupie, Ewa z czyrakami...

Pocztówka od wuja Matta z podróży 77: Wuj Matt turysta